Przez moment patrzyłam, jak wychodzi z pomieszczenia. Miał w sobie coś, co zawsze mnie irytowało - tę chłodną obojętność, która wydawała się graniczyć z arogancją. A mimo to, w tej jednej chwili, czułam coś zupełnie innego - dziwną mieszankę wdzięczności i irytacji, która jeszcze bardziej mnie dezorientowała.
Spojrzałam na swoją rękę, owiniętą ciasnym bandażem, i zacisnęłam szczęki. Ból wciąż pulsował, ale przynajmniej nie czułam już krwi spływającej po skórze.
Kiedy drzwi zamknęły się za nim z cichym kliknięciem, w końcu odetchnęłam, pozwalając sobie na moment słabości. Przetarłam twarz dłonią, czując, jak napięcie powoli ustępuje miejsca zmęczeniu. Ale gdzieś pod tym wszystkim kryło się coś jeszcze - niepokój.
Patrzyłam na bandaż, który ściskał moją skórę, jakby miał mnie trzymać w miejscu, a jednak wewnętrznie czułam, że zaczynam się dusić.
Wstałam powoli, czując lekki zawrót głowy, ale musiałam coś zrobić. Nie mogłam tak po prostu siedzieć i czekać. Dante zawsze miał przewagę, zawsze wiedział więcej. Ale ja też musiałam zacząć grać w tę grę na swoich zasadach. Musiałam się stąd jakoś wyrwać.
Zerknęłam na drzwi, za którymi zniknął. Wiedziałam, że jeśli pójdę za nim, mogę go sprowokować, ale jeśli zostanę, poczuję się jeszcze bardziej bezsilna. Decyzja zapadła, zanim zdążyłam się zastanowić.
Dotarłam do końca korytarza, gdzie uchylone drzwi prowadziły do kolejnego pomieszczenia. Zatrzymałam się, wstrzymując oddech, i zajrzałam do środka.
Dante stał przy biurku, pochylony nad rozłożonymi dokumentami. Światło lampy padało na jego twarz, uwydatniając ostre rysy i napięcie w jego szczęce. Wyglądał inaczej niż zwykle - bardziej zmęczony, może nawet trochę zagubiony.
W jego dłoniach błysnęła zapalniczka. Chwilę się wahał, a potem odpalił płomień i przyłożył go do papierosa.
- Co to za dokumenty? - wyrwało mi się, zanim zdążyłam się powstrzymać.
Dante spojrzał na mnie przez ramię. Nie wyglądał na zaskoczonego. W jego spojrzeniu czaiło się coś, co przyprawiło mnie o dreszcze - mieszanka chłodnej kalkulacji i... ulgi?
- Powinnaś teraz odpoczywać, panno Wścibska - powiedział spokojnie, z lekką ironią w głosie.
- Nie powinieneś mi mówić co powinnam, panie Arogancki - powiedziałam nieco ostrzej, niż zamierzałam.
Dante uniósł brwi, a jego usta wykrzywiły się w złośliwym uśmiechu, który jasno dawał do zrozumienia, że to wyzwanie. Jego przenikliwy wzrok wbijał się we mnie, jakby próbował odczytać każdą ukrytą myśl.
- A jednak to robię - powiedział spokojnie, wypuszczając dym z ust w leniwym geście, który tylko podkreślał jego nonszalancję.
- Nie udawaj, że się o mnie martwisz - odpowiedziałam, próbując zachować spokój, mimo że mój głos zadrżał.
- Bo się nie martwię - rzucił z chłodną pewnością. - Ale potrzebuję cię żywej.
Te słowa uderzyły we mnie jak lodowaty prysznic. Mój żołądek natychmiast się zacisnął, a dłonie, choć ukryte w kieszeniach, zaczęły lekko drżeć. W jego głosie nie było śladu żartu.
I choć wiedziałam, że nie znaczę dla niego nic, jego słowa lekko zabolały. Nie powinnam była tego czuć, nie w tej sytuacji, ale gdzieś w głębi poczułam ukłucie - ledwie zauważalne, ale wystarczające, by mnie wytrącić z równowagi.
- Cóż za szczerość - rzuciłam z przekąsem, unosząc podbródek, jakbym próbowała wyrównać z nim poziom.
- Zabolały cię moje słowa? - zaśmiał się lekko, z tą irytującą pewnością siebie, która zawsze sprawiała, że czułam się, jakby był o krok do przodu.
CZYTASZ
Przez Ścianę
RomanceBlaire wyrusza na studia do Nowego Jorku, pełna nadziei i planów na przyszłość. Kiedy wprowadza się do wynajętego mieszkania, odkrywa, że będzie musiała dzielić przestrzeń z aroganckim i nieuprzejmym współlokatorem. Ich codzienne potyczki i niespodz...
