Matthew
Atak podczas powrotu do domu zaskoczył mnie. Pierwszy raz odczułem strach, ale nie chodziło tu o moje życie – w końcu od kiedy obrałem drogę zemsty na Lopezie, to uczucie i groźba śmierci towarzyszą mi każdego dnia.
Bałem się o nią. Moją rozpieszczoną księżniczkę. Jedyną kobietę, która tak niemiłosiernie mnie irytuje i jednocześnie fascynuje. Nie wiem, czy czasami mam większą ochotę ją udusić, czy porządnie wypieprzyć. Podejrzewam, że i jedno, i drugie. W tym samym czasie.
Amira jest cholernie piękna i tak kusząca, że moje opanowanie topnieje przy niej szybciej, niżbym chciał. Wszystko miało być inaczej. Całkowicie inaczej.
Uśmiecham się pod nosem, gdy słyszę, jak moja urocza żona przegania Arię i Zoe. Nie mam ochoty na ich towarzystwo, chcę zostać jedynie z Amirą. Jeszcze w drodze z przyjęcia nasza relacja zaczęła się delikatnie naprawiać i choć nie zależy mi na dobrym samopoczuciu księżniczki, pragnę być blisko niej, najlepiej cały czas. Nie chcę też, żeby była smutna i wystraszona. Już nie.
To też niemiłosiernie mnie wkurwia.
Do tego wiem, że ona przecież nic takiego nie robi. Sama jej obecność wpływa na mnie w niezrozumiały sposób. Co innego oglądać ją kilkanaście miesięcy z daleka i podsycać w sobie nienawiść, a co innego stać z nią oko w oko, rozmawiać, dotykać i całować. To ostatnie zdecydowanie najbardziej przypadło mi do gustu.
Chciałbym w końcu zacząć sypiać z żoną. Bzdurny zapis w umowie od samego początku był dla mnie nie do zaakceptowania i nigdy nie zamierzałem się do niego stosować. Za punkt honoru przyjąłem sobie jednak, że nie zmuszę do niczego Amiry. To ona do mnie przyjdzie. To ona będzie chciała przeżyć ze mną każdy ze swoich pierwszych razów, a ja zadbam, żeby kolejne też były jedynie moim udziałem. Na samą myśl, iż ktoś mógłby dotykać moją piękną dziewczynę, mam ochotę coś rozpierdolić. Ona jest tylko moja. Całkowicie.
Widzę, jak na mnie patrzy, gdy zatrzaskuje drzwi przed bliźniaczkami. Jak powoli przesuwa wzrokiem po moim nagim torsie, brzuchu i jak jej spojrzenie zjeżdża niżej. Nie ukrywam, że jestem podniecony, nigdy tego nie robię. Taka prawda – rozkapryszona księżniczka jest moją pokusą od dawna i mam na nią ochotę. Cholerną ochotę.
To ona pierwsza odrywa spojrzenie od mojego krocza i ucieka nim gdzieś w bok. Postanawiam trochę się z nią podroczyć. Uwielbiam, gdy próbuje mi wmawiać, że nic dla niej nie znaczę i się jej nie podobam. Kilkadziesiąt szkiców w jej szkicowniku przeczy niechęci Amiry do mnie, którą tak bardzo stara się mi wmówić. Moja księżniczka zaczyna się łamać.
Wspaniale. Czekam na to zdecydowanie za długo.
Nie ucieka, kiedy dociskam ją do ściany i mocno całuję. Przykładam dłonie do talii dziewczyny, by powolnym ruchem przesuwać nimi po jej bokach. Wiem, że to lubi. Podoba się jej mój dotyk, zdążyłem się już o tym przekonać.
Korzystam, że Amira rozchyla usta i lekko wzdycha, i wsuwam w nie język. Chcę ją czuć najbliżej siebie, jak tylko się da. W końcu należy do mnie. Musi tylko się z tym pogodzić.
Przesuwam jedną dłoń na udo dziewczyny i chwytam je tak, by założyć na swoje biodro. Brzuch księżniczki ociera się o moje przyrodzenie, a ona... nie próbuje uciec, choć wie, co się ze mną dzieje. Wie, w jakim jestem stanie.
Amira coraz bardziej się ośmiela. Niestety nie tak szybko, jakbym chciał, bo po kilku minutach odsuwa się ode mnie i kładzie dłonie na moich ramionach, by dać wyraźny znak, że nie chce nic więcej. Jeszcze nie jest gotowa.
Frustruje mnie to, nie powiem. Nigdy nie skakałem nad żadną kobietą i tak bardzo nie starałem się zaciągnąć ją do łóżka. Nigdy nie byłe tak delikatny, raczej od razu zaznaczałem swoje preferencje.
CZYTASZ
Cena lojalności
RomanceAmira Lopez była wychowywana niczym prawdziwa księżniczka - piękna, bogata, rozpieszczana, niestety całe życie trzymana w złotej klatce. Córka wpływowego mafijnego bossa z Florydy, od dziecka wiedziała, że jej przyszłość nie należy do niej. Ślub z A...
