𝑒𝑣𝑖𝑑𝑒𝑛𝑐𝑒

10 2 2
                                        




Ona

Powrót do penthouse'u po świątecznej kolacji u rodziców Jimina jest dziwnie spokojny.

Miasto za szybami samochodu świeci tysiącami świątecznych świateł. Ulice są mokre od topniejącego śniegu, witryny sklepów migoczą złotem i czerwienią, a ludzie, mimo późnej godziny, nadal spacerują po chodnikach z torbami prezentów i kubkami gorących napojów w dłoniach.

Siedzę obok Jimina i co chwilę zerkam na niego ukradkiem.

Jedną dłonią prowadzi samochód, drugą opiera swobodnie na moim udzie, gładząc kciukiem materiał płaszcza. Jest zmęczony, widzę to po jego oczach, po nieco wolniejszych ruchach, ale jednocześnie... spokojny.

Naprawdę spokojny.

I chyba pierwszy raz odkąd wszystko się zaczęło, widzę go aż tak rozluźnionego.

Kolacja z jego rodzicami była... dobra.

Ciepła.

Prawdziwa.

Bałam się tego spotkania bardziej, niż chciałam przyznać. Szczególnie po tym, jak wiele dzieje się wokół nas i jak bardzo nasze życie przypomina ostatnio pole minowe.

Ale jego mama od samego początku przyjęła mnie z otwartym sercem.

Delikatna, elegancka kobieta o łagodnym spojrzeniu i cichym głosie, który od razu koi nerwy. Wiem też, po kim Jimin odziedziczył część swojej czułości.

Jego ojciec był trudniejszy... bardziej zamknięty.

Obserwował mnie długo i uważnie podczas kolacji, zadawał konkretne pytania, a ja czułam, że próbuje mnie ocenić.

Nie był niemiły, wręcz przeciwnie, ale jednocześnie ostrożny. Jak człowiek, który całe życie budował imperium i nauczył się nie ufać nikomu zbyt szybko.

Dopiero później, kiedy atmosfera zrobiła się luźniejsza, widziałam w jego spojrzeniu coś cieplejszego.

Szczególnie kiedy patrzył na Jimina. Mimo dystansu między nimi było widać jedno bardzo wyraźnie.

Oni się kochają.

Może nie potrafią mówić o tym otwarcie. Może lata oczekiwań, obowiązków i firmy, zbudowały między nimi mur.

Ale to tam jest.

W każdym spojrzeniu jego mamy. W krótkich uwagach ojca. W sposobie, w jaki pytali, czy Jimin dobrze je i czy na pewno odpoczywa.

Myślę o tym, kiedy wchodzimy do penthouse'u.

Ciepłe światło automatycznie zapala się w salonie.

Zdejmuję płaszcz i buty, a Jimin od razu podchodzi bliżej, pomagając mi rozpiąć szalik.

— Zmęczona? — pyta cicho.

Uśmiecham się.

— Trochę.

Patrzy na mnie chwilę.

— Mama cię polubiła.

Śmieję się pod nosem.

— To dobrze?

— Bardzo dobrze — odpowiada od razu.

Jego dłonie zatrzymują się na mojej talii.

— Ojciec też.

Unoszę brew.

— Naprawdę?

— Po prostu potrzebuje więcej czasu.

𝙙𝙖𝙨𝙞 / 𝙋𝙅𝙈Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz